Jestem zwyczajną dziewczyną, która zdecydowała się na niezwyczajne kroki
Mama dorosłej córki. Trzy koty.
Morze o każdej porze roku.
Gotowanie dla bliskich, długie leniwe poranki i spacery bez celu. To moje ładowanie. Tu wracam do siebie, zanim zacznę towarzyszyć komuś innemu.
Trafiłam tam przez przypadek, w trakcie studiów. Zaczęłam od recepcji. W ciągu miesiąca sprzedawałam już samochody, a po latach zarządzałam zespołem jako dyrektor sprzedaży. Umiałam słuchać ludzi, rozwiązywać problemy, dowozić wyniki. Z zewnątrz – kobieta, która dała radę. Cele, targety, premie. Nigdy nie było tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Zrobiłaś 100%? W następnym miesiącu Twoje 100% to będzie 120. Dawałam, dawałam, dawałam – a zabrakło tego z drugiej strony.
Z wewnątrz gubiłam samą siebie. Samotne macierzyństwo. Wojna z własnym ciałem, którą prowadziłam latami – obwiniałam je, przekraczałam, nadużywałam. A potem ciało zaczęło wystawiać rachunek za wszystko, co przemilczałam: Hashimoto, bezsenność, zakrzepica, stany depresyjne. Wrzeszczało: stop. Stop. Stop. Przyszedł dzień, w którym pomyślałam wprost: czy ja zaraz umrę? Z jednej strony chciałam uciec. Z drugiej – bardzo żyć. Dla córki. Dla siebie.
Nie trafiłam tam z dnia na dzień. Najpierw dwa lata shiatsu, potem szkoła terapii czaszkowo-krzyżowej, szkoła szamańska. Szukałam czegoś, czego jeszcze nie umiałam nazwać — lekkości w ciele i w głowie. Aż przyszedł dzień, kiedy cała kurtyna ze spalonego teatru opada. Zobaczyłam wszystko: gdzie nadużywałam siebie, gdzie przekraczałam siebie ku chwale ojczyzny, którą sama stworzyłam. To miejsce już mnie nie zasilało.
Wypowiedzenie złożyłam, kiedy jeden z szefów obraził mnie przy pracownikach. Poczułam: to jest jak prezent. Teraz albo nigdy. Rzuciłam papierami — z hukiem i płaczem. Po 23 latach. Bez planu, bez pieniędzy. To nie był od razu happy end. Odeszła moja kotka, wyprowadziła się córka. A potem ciało wystawiło rachunek za wszystkie lata bez zwolnień — angina, zapalenie płuc, depresja. Nazywam tamten okres swoim obozem przetrwania. Ale ani jednego dnia nie żałowałam, że odeszłam.
CF — jedyny facylitator 3-Dniowej Klasy na Ciało w Polsce
Maestro Access Consciousness
CF Access Consciousness
RDD CF — Relationship Done Different
Praktyk Abuse Hold
Praktyk ESSE
SAP — Zaawansowany Praktyk Symfonii
Brzmi jak lista osiągnięć. Dla mnie to mapa drogi, którą przeszłam od kobiety pytającej czy umrę do kobiety, która każdego dnia towarzyszy innym w ich własnym powrocie do siebie. Każdy z tych kroków zaczynał się tak samo: bez planu, bez pieniędzy, z jednym czuciem w ciele — muszę tam być.
Tak poleciałam do Pragi na klasę z Dr. Dainem Heerem. To tam, podczas jednej sesji, ktoś po raz pierwszy od lat wydostał ze mnie śmiech — ten głośny, dziecięcy, niepohamowany. Ten, którego całe życie kazano mi tłumić. Następnego dnia kupiłam sobie pierścionek. Powiedziałam Dainowi: zaręczyłam się ze sobą. Obiecałam, że już nigdy siebie nie zdradzę. Noszę go codziennie.
Dotykam tylko tego, co sama przeszłam
To nie jest styl komunikacji. To zasada. Nie pracuję z poradników, nie powtarzam wyuczonych teorii. Wszystko co Ci daję — emocje, ciało, decyzje, lęk, powrót do siebie — przeszłam najpierw sama. Dlatego wiem, że to działa. Nie z książki. Z życia.
I mam wielkie pragnienie, by każdy, kto staje obok mnie, doświadczył swojego JESTEM.