Odbierz bezpłatne nagranie audio

Z miłości do życia

Jestem zwyczajną dziewczyną, która zdecydowała się na niezwyczajne kroki

Avatar-3
4.9
200+ kursantek ukończyło klasy z Mają

Maja
Ławicka

Mama dorosłej córki. Trzy koty.
Morze o każdej porze roku.
Gotowanie dla bliskich, długie leniwe poranki i spacery bez celu. To moje ładowanie. Tu wracam do siebie, zanim zacznę towarzyszyć komuś innemu.

Skąd przyszłam

23 lata w branży motoryzacyjnej

Trafiłam tam przez przypadek, w trakcie studiów. Zaczęłam od recepcji. W ciągu miesiąca sprzedawałam już samochody, a po latach zarządzałam zespołem jako dyrektor sprzedaży. Umiałam słuchać ludzi, rozwiązywać problemy, dowozić wyniki. Z zewnątrz – kobieta, która dała radę. Cele, targety, premie. Nigdy nie było tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Zrobiłaś 100%? W następnym miesiącu Twoje 100% to będzie 120. Dawałam, dawałam, dawałam – a zabrakło tego z drugiej strony.

Z wewnątrz gubiłam samą siebie. Samotne macierzyństwo. Wojna z własnym ciałem, którą prowadziłam latami – obwiniałam je, przekraczałam, nadużywałam. A potem ciało zaczęło wystawiać rachunek za wszystko, co przemilczałam: Hashimoto, bezsenność, zakrzepica, stany depresyjne. Wrzeszczało: stop. Stop. Stop. Przyszedł dzień, w którym pomyślałam wprost: czy ja zaraz umrę? Z jednej strony chciałam uciec. Z drugiej – bardzo żyć. Dla córki. Dla siebie.

Archiwalne zdjęcie

Pierwsze Barsy.
Miałam wtedy 46 lat.

Nie trafiłam tam z dnia na dzień. Najpierw dwa lata shiatsu, potem szkoła terapii czaszkowo-krzyżowej, szkoła szamańska. Szukałam czegoś, czego jeszcze nie umiałam nazwać — lekkości w ciele i w głowie. Aż przyszedł dzień, kiedy cała kurtyna ze spalonego teatru opada. Zobaczyłam wszystko: gdzie nadużywałam siebie, gdzie przekraczałam siebie ku chwale ojczyzny, którą sama stworzyłam. To miejsce już mnie nie zasilało.

Wypowiedzenie złożyłam, kiedy jeden z szefów obraził mnie przy pracownikach. Poczułam: to jest jak prezent. Teraz albo nigdy. Rzuciłam papierami — z hukiem i płaczem. Po 23 latach. Bez planu, bez pieniędzy. To nie był od razu happy end. Odeszła moja kotka, wyprowadziła się córka. A potem ciało wystawiło rachunek za wszystkie lata bez zwolnień — angina, zapalenie płuc, depresja. Nazywam tamten okres swoim obozem przetrwania. Ale ani jednego dnia nie żałowałam, że odeszłam.

„Myśli, które pędziły jak Pendolino, po prostu ucichły”
7 lat później
01

CF — jedyny facylitator 3-Dniowej Klasy na Ciało w Polsce

02

Maestro Access Consciousness

03

CF Access Consciousness

04

RDD CF — Relationship Done Different

05

Praktyk Abuse Hold

06

Praktyk ESSE

07

SAP — Zaawansowany Praktyk Symfonii

Brzmi jak lista osiągnięć. Dla mnie to mapa drogi, którą przeszłam od kobiety pytającej czy umrę do kobiety, która każdego dnia towarzyszy innym w ich własnym powrocie do siebie. Każdy z tych kroków zaczynał się tak samo: bez planu, bez pieniędzy, z jednym czuciem w ciele — muszę tam być.

Tak poleciałam do Pragi na klasę z Dr. Dainem Heerem. To tam, podczas jednej sesji, ktoś po raz pierwszy od lat wydostał ze mnie śmiech — ten głośny, dziecięcy, niepohamowany. Ten, którego całe życie kazano mi tłumić. Następnego dnia kupiłam sobie pierścionek. Powiedziałam Dainowi: zaręczyłam się ze sobą. Obiecałam, że już nigdy siebie nie zdradzę. Noszę go codziennie.

Jak pracuję

Dotykam tylko tego, co sama przeszłam

To nie jest styl komunikacji. To zasada. Nie pracuję z poradników, nie powtarzam wyuczonych teorii. Wszystko co Ci daję — emocje, ciało, decyzje, lęk, powrót do siebie — przeszłam najpierw sama. Dlatego wiem, że to działa. Nie z książki. Z życia.

Co mnie napędza

JESTEM.

I mam wielkie pragnienie, by każdy, kto staje obok mnie, doświadczył swojego JESTEM.